Nigdy o tobie nie ośmielam się mówić ogromne niebo mojej dzielnicy ani o was dachy powstrzymujące wodospad powietrza piękne puszyste dachy włosy naszych domów Milczę także o was kominy laboratoria smutku porzucone przez księżyc wyciągające szyje i o was okna otwarte-zamknięte które pękacie w poprzek gdy umieramy za morzem Nie opiszę nawet domu zna wszystkie ucieczki i moje powroty choć mały jest i nie opuszcza powieki zamkniętej nic nie odda zapachu zielonej portiery ani skrzypienia schodów po których wnoszę zapaloną lampę ani liścia nad bramą Chciałbym właściwie napisać o klamce furtki tego domu o jej szorstkim uścisku i przyjaznym skrzypieniu i choć wiem o niej tak wiele powtarzam tylko okrutnie pospolitą litanię słów Tyle uczuć mieści się miedzy jednym uderzeniem serca a drugim tyle przedmiotów można ująć w obie ręce Nie dziwcie się że nie umiemy opisywać świata tylko mówimy do rzeczy czule po imieniu /z.herbert/
Posty
Wyświetlanie postów z styczeń, 2023
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Lekkim krokiem przechodzi od plamy do plamy od owocu do owocu dobry ogrodnik podpiera kwiat patykiem człowieka radością słońce błękitem potem poprawia okulary nastawia herbatę mruczy głaszcze kota Pan Bóg kiedy budował świat marszczył czoło obliczał obliczał obliczał dlatego świat jest doskonały i nie można w nim mieszkać za to świat malarza jest dobry i pełen pomyłek oko chodzi sobie od plamy do plamy od owocu do owocu oko mruczy oko uśmiecha się oko wspomina oko mówi można wytrzymać gdyby tylko udało się wejść do środka tam gdzie był ten malarz bez skrzydeł w opadających pantoflach bez Wergiliusza z kotem w kieszeni fantazją dobroduszną i nieświadomą ręką która poprawia świat /z. herbert, w pracowni /