(…) Nad dachami kamienic rosło słońce.
Czarne sznurki dymu niepewnie wspinały się do bladego nieba. Zrozumiałem, że
piękno jest czymś realnym, dotyka przedmiotów i ludzi.
Na wiosnę miasto powiększało się, rosło,
przybywało dźwięków i woni. (...) Okna były szeroko otwarte, do mieszkań
wchodziło wilgotne powietrze zmieszane z łagodnym śpiewem ptaków.

Komentarze
Prześlij komentarz