Wieczorem, w obcym mieście, szedłem
ulicą, która nie miała imienia. Coraz głębiej zanurzałem się w obcość,
w gęstą wiosnę, po stopniach kamiennych. Padał ciepły deszcz i ptaki
śpiewały cicho; czułość była w ich głosach dalekich.

Komentarze
Prześlij komentarz