Połyskujące wśród skał, granatowe w południe,
groźne, gdy przyzywa je zachodni wiatr,
ale wieczorem ciche, skłonne do pojednania.

Niestrudzone w małych zatokach, posiadające
niezliczone zastępy krabów, kroczących kokiem
jak wilgotni weterani wojen punickich.

O północy z portu wypływają kutry: silne światło
pojedynczego reflektora rozdziela mrok,
dygocą silniki.

[…]

Zakochane w ziemi, wieczne dążące do brzegu,
połyskujące fala za falą - i każda umiera
z wycieńczenia, tak jak grecki posłaniec.

O zmierzchu przypomina o sobie tylko szelestem,
grubym szeptem kamyków wyrzucanych na żwir
(słychać je nawet na placyku, wewnątrz rybackiej wioski).

Morze Śródziemne, w którym pływali bogowie
i chłodny Bałtyk, do którego wchodziłem
trzęsąc się z zimna, dwunastoletni, chudy węgorz.

Zakochane w ziemi, wchodzące do miast, w Sztokholmie
i Wenecji, słuchające rozmów i śmiechu turystów
i potem wracające do swego ciemnego, nieruchomego sedna.

Twój Atlantyk, zajęty wznoszeniem białych wydm
i nieśmiały Pacyfik, chowający się w głębinach.
Mewy o lekkich skrzydłach.
Ostatnie żaglowce, na których wydyma się
białe ukrzyżowane płótno.

Na wąskich czółnach płyną uważni myśliwi
i w największej ciszy podnosi się słońce.

Szary Bałtyk,
Ocean Lodowaty, niemy,
Morze Jońskie, początek i koniec świata.

/a.zagajewski - morze/


Komentarze